#3 M.I.A. – ,,Arular” (2005)

ZANSSZX

Zanim zaczniemy zachwycać się nad różnorodnością debiutu artystki bengalskiego pochodzenia zadam wam małą zagadkę. Kojarzycie dzień 9 Sierpnia? Ja kojarzę, choć z perspektywy czasu nie wiem czy dobrze, że kiedykolwiek się wydarzył. Pierwszy blog, miliony błędów związanych z interpunkcją i nieokreślony gust muzyczny. Możecie zapytać dlaczego mówię o tym dopiero teraz? Otóż ostatnio dużo rozmyślam o ostatnich latach i moim stylu pisania, nie wiem czy jestem odpowiednią osobą to pisania recenzji, choć jest to moja pasja, którą staram się rozwijać. A więc spójrzmy na Arular raz jeszcze!

Po samej okładce albumu można stwierdzić, że nie jest tą krążek typowej Kowalskiej, M.I.A. jest artystką, którą nie potrafi sięgnąć żaden schemat. Czterdzieści sekund wariacji na temat słowa „banan” i zaczynamy przejażdżkę po albumie łączącym w sobie przeróżne odmęty hip-hopu, dancehallu i elektroniki. Tekst utworu „Pull Up The People” idealnie opisuje to z czym możemy spotkać się w ciągu najbliższych czterdziestu minut – „Slang tang
That’s the M.I.A. thang
I’ve got the bombs to make you blow
I got the beats to make it bang”.

Bity rzeczywiście mogą nas nieźle rozruszać, na disco nadaje się szczególnie „Bucky Done Gun” i „Amazon”. Utwory te do dzisiaj pomagają mi przeżyć Sylwestra. Taneczne jest też orientalne „Hombre” i zwariowane „10 Dollar”. Co możemy kupić za te 10 Dolarów? Wspaniały album nadający się do imprezowania czyli pierwszy przystanek na drodze Mayi Arulpragasam.


NAJLEPSZE UTWORY: Bucky Done Gun, Hombre, Amazon

ŚREDNIA: 5.38

OCENA: 5

#2 Harry Styles – ,,Harry Styles” (2017)

nahuoszW 2010 roku na casting do popularnego programu „X-Factor” przyszło czterech, młodziutkich chłopaczków o porcelanowej urodzie i słodkim głosiku. Tak narodził się popowy boysband szumnie nazwany One Direction, na szczęście te okropne czasy już dawno odeszły w niepamięć, a każdy z chłopców zdążył spróbować swoich sił w solowej karierze. Każdy z nich coś tam sobie pod noskiem podśpiewywał, natomiast największą uwagę zwrócił na siebie sam lider, Harry.



Zaczęło się od „Sign Of The Times”. Długo zastanawiałam się nad tym czy w ogóle warto sięgać po ten utwór, jednak pewnego dnia gdy malowałam paznokcie słuchając radia usłyszałam znajomy głos. Myślałam sobie po cichu „Czy to rzeczywiście ten sam mężczyzna, który parę lat wcześniej wykonywał dosyć skąpą muzykę, dla mas dzisiaj wyśpiewuje takie piękne dźwięki, chwytające za najdalsze zakątki duszy?” Moje obawy się jednak nie spełniły, więc sięgnęłam po najnowszy, pierwszy solowy album Harry’ego Styles’a.



Rozbiegły się więc pierwsze dźwięki melancholijnego, rozwlekłego „Meet Me In The Hallway”. Przeuroczy utwór. Myślę, że najlepszy zaraz po pompatycznym „Sign Of The Times”. Carolina przywodzi mi na myśl „Killing Strangers” – utwór Marilyna Mansona z jego „najświeższej” płyty „The Pale Emperor”, taki styl podoba mi się zdecydowanie bardziej od prostych ballad typu „Sweet Creature”. „Only Angel” i „Kiwi”  brzmi niczym hołd dla Elvisa, a „Woman” kompozycje zagraną w pobliskiej knajpie.

Album jest spójny, a utwory nie wyróżniają się niczym konkretnym, ale te zjawisko jest tutaj wielką zaletą. Jest krótko, uroczo i przyjemnie. W sam raz do lekcji czy poczytania książki. Najbardziej cieszy mnie to, że Harry nie stoi w miejscu i potrafi nagrać coś innego niż na co dzień.

NAJLEPSZE UTWORY: Meet Me In The Hallway, Sign Of The Times, Carolina, From The Dining Table, Woman

NAJGORSZE UTWORY: Sweet Creature

ŚREDNIA: 5.40

OCENA: 5

#1 Katy Perry – ,,Witness” (2017)

vafasmzx

Jedynym rzeczownikiem, który w całości może opisać najnowszy album Perry jest „nuda”. Piętnaście piosenek o „witnessowym” charakterze dosłownie dawało mi znać, że pora do łóżka. Może to wynikać również z tego, że pierwszy raz płytę przesłuchałam o 3 nad ranem, więc odbiór też mógł być zaburzony. Album otwierają dźwięki dochodzące z jakby innej, jeszcze nieodkrytej planety i cokolwiek miałaby sygnalizować są niestrawne. Tytułowy utwór po kilku przesłuchaniach jednak dużo zyskuje i dzisiaj nawet mogłabym słuchać go bez grymasu na twarzy. „Hey, Hey, Hey” jest zdecydowanie najgorszym i irytującym numerem na tegorocznym dziele Katy. Niebo rozświetla dyskotekowe, „ejtisowe” Roulette i samplujące klubowego bangera „Swish Swish”. Rzeczą, która najbardziej rzuca się w oczy (uszy) podczas słuchania albumu jest podział na trzy typy piosenek:

KLUBOWE: Swish Swish, Chained To The Rhythm

PÓŁ-BALLADOWE: Power, Witness, Hey Hey Hey, Mind Maze, Pendulum

BALLADOWE: Miss You More, Into Me You See

Słabe, kiczowate, często usypiające. Nie wyróżnia się na tym albumie nic specjalnego, a momentami wszystko zlewa się w całość. Do puszczenia w tle pracy? Idealne. Do słuchania dla słuchania… okropne. Krótko mówiąc Katy się nie wykazała. 

NAJLEPSZE UTWORY: Chained To The Rhythm, Swish Swish, Bon Apetit, Roulette

NAJGORSZE UTWORY: Miss You More, Into Me You See, Hey Hey Hey, Tsunami

ŚREDNIA: 3.20

OCENA: 3